POLECAMY Czy wiesz, że naTemat uruchomiło już swój drugi serwis? MamaDu.pl – magazyn dla rodziców

Będą strzelać do bobrów, chociaż nie muszą

Przykładowe doniesienie medialne na temat "inwazji" bobrów. Polski internet - sfora.pl / o2.pl
Nie po raz pierwszy bobry stają się wrogiem publicznym numer jeden i źródłem "plagi". W czasie ostatniej wielkiej powodzi, były minister spraw wewnętrznych oskarżył te sympatyczne gryzonie o… powódź. Teraz znów bobry są na celowniku, tym razem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Krakowie, która wydała pozwolenie na odstrzał 14 zwierząt. Powód? Bo zalewają pola rolnikom i uprzykrzają życie właścicielom stawów hodowlanych. Okazuje się jednak, że są skuteczne metody radzenia sobie z kłopotami, tam, gdzie pojawią się bobry. Podkreślę, metody inne niż odstrzał.

U źródeł mitu o pladze

Bóbr europejski jest gatunkiem, który udało się przywrócić do natury. Jego niewielka liczebność w latach 40. ubiegłego wieku zaczęła rosnąć dopiero po rozpoczęciu, trzy dekady później programu aktywnej ochrony bobra, prowadzonego przez Zakład Doświadczalny PAN w Popielnie. W jego realizacji pomagały osobniki sprowadzone z rejonu Woroneża. I udało się. Bóbr zaczął wracać i osiągnął stan liczebny ponad 20 tysięcy, na początku obecnego stulecia.

Coraz częściej narzeka się na bobry. A to komuś łąkę zaleje, kawałek pola, czy działki. Pojawi się w rejonie stawu hodowlanego, to też problem. Do tego mit o powodzi, której winne są bobry, i reputacja „gryzonia-bandyty” zaczyna umacniać się w świadomości polskiego społeczeństwa. Natomiast zdecydowanie rzadziej do opinii publicznej docierają wieści o pozytywnej roli bobra w naszym życiu i środowisku. Bo bóbr nam nową Polskę buduję, a właściwie odbudowuje i naprawia, to co zepsuł człowiek melioracjami, regulacją rzek, i wszelkimi innymi działaniami, które sprawiły, że obniżył się poziom wód gruntowych, zanikły obszary, które chłonęły nadmiar wody, powodującej dziś powodzie.

A bóbr nam Polskę "odbudowuje"

Doktor Andrzej Czech, jeden z najlepszych polskich ekspertów zajmujących się bobrami, przytacza wyniki długoletnich badań prowadzonych przez Instytut Nauk o Środowisku UJ, z których wynika, że jedynie 3% stanowisk bobrów w Polsce powoduje szkody. Jednocześnie przypomina o ich zdolnościach do odnawiania zdegradowanego środowiska, poprzez zwiększanie retencji, odtwarzaniu dzięki budowanym przez nie konstrukcjom mokradeł i terenów podmokłych, co z kolei sprzyja powstawaniu bioróżnorodności, a także podnoszenie poziomu wód gruntowych. Przykładowo, tylko w 2002 roku bobry podniosły poziom wód gruntowych w Polsce na powierzchni ponad 17 000 hektarów, 10 000 hektarów lasów ochroniły przed pożarami, a ponad 23 000 ha lasów stało się bardziej atrakcyjne dla innych zwierząt i roślin. Bobrowe tamy, zwłaszcza te położone na górnych odcinkach rzek w Polsce południowej, mogą też mieć wpływ na spowolnienie fali powodziowej, która właśnie w tamtych rejonach naszego kraju ma najbardziej gwałtowny przebieg, w czasie obfitych opadów, charakteryzujący się szybkimi wezbraniami.

Prawdą jest też, że bóbr przekształca swoje otoczenie. Konflikt następuje, kiedy pojawia się w miejscu intensywnie używanym przez człowieka dla celów gospodarczych. Wtedy zaczynają się skargi. Jednak w takich sytuacjach istnieją rozwiązania. Można, zamiast strzelania do bobrów, do czego zresztą nie są tak chętni sami myśliwi, udrażniać miejsca, w których powstały tamy. RDOŚ w Białymstoku – to w tym rejonie kraju żyje największa i najbardziej zwarta populacja tych zwierząt – prowadził w tym celu specjalny projekt, który polegał na montażu specjalnych rur w tamach bobrowych, udrażniających przepływ przez bobrową konstrukcję. Jak podaje oficjalny komunikat białostockiego odpowiednika dyrekcji z Krakowa: Przedstawiciele nadleśnictw, spółek wodnych oraz indywidualni rolnicy zauważyli, że montaż rur w tamach bobrowych jest najlepszym sposobem „walki” o udrożnienie cieków. Dzięki realizacji projektu wykazano, iż montaż rur w tamach bobrowych jest skuteczny i dużo bardziej efektywny niż rozbiórka tam borowych, które zwykle po kilku dniach zostają odbudowane przez te pracowite zwierzęta.

Doktor Czech mówi o jeszcze jednym skutecznym rozwiązaniu. „Brzeg cieków i zbiorników jest niezwykle ważną strefą buforową. Idealnym rozwiązaniem większości problemów z bobrami jest pozostawianie przy ciekach i zbiornikach naturalnej strefy buforowej o szerokości około 20 - 50 metrów, w której nie prowadziłoby się intensywnych działań gospodarczych. Wynikałaby z tego z korzyść nie tylko dla bobrów, ale i dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Dowiedziono również, że strefa buforowa pełni ważną rolę przy ograniczaniu erozji, zmniejszaniu zagrożenia powodziowego, oczyszczaniu i obniżaniu temperatury wód itd. Będzie to z pożytkiem nie tylko dla bobrów.” Z kolei w przypadku grobli stawów hodowlanych można je zabezpieczyć wykładając siatkę.

To nie inwazja

Na razie z uporem maniaka forsuje się jednak tezę o inwazji. Pomagają w tym nagłówki artykułów w mediach. Nawet jeśli źródło, depesza PAP, w sposób wyważony zakomunikowała o szkodach, za chwilę rzuciły się na ten news serwisy internetowe, wykrzykując „Inwazja bobrów w Małopolsce. To już plaga”. Plagą są raczej takie tytuły, wynikające z niezrozumienia życia bobrów.

Bóbr nie namnaża się do nieskończonych liczb, bo jest przede wszystkim dobrym inżynierem i planistą. W bobrowej rodzinie, monogamicznej, żyje od 4 do 10 osobników. Ich liczebność jest uzależniona pojemnością miejsca, w którym występuje. Bobry są zwierzętami terytorialnymi, i rodzą raz w ciągu roku, średnio dwa młode – maksymalna liczba może wynieść sześć osobników. Liczba potencjalnych miejsc do kolonizacji jest ściśle określona. Nigdy nie jest tak, że jest za dużo bobrów. Kiedy populacja bobrów staje się zagęszczona, uruchamiają się naturalne mechanizmy regulacyjne - w sytuacji braku nowych terytoriów do kolonizacji, rodzi się mniej młodych. Nie jest też tak, że bobry przetrwają wszystko. Zgubna jest dla nich powódź, które prowadzi do zalewania ich miejsc schronienia i śmierci bobrów, szczególnie jeśli ma miejsce w okresie wychowu młodych. Wystarczy presja ze strony człowieka i stan ich populacji zacznie się pogarszać.

Bobry nie grożą nam również powodzią. W okresie wielkiej wody, w maju 2010 roku, winny powodzi i wynikających z niej strat byli ludzie. Jak mówił wtedy Piotr Nieznański z WWF Polska: "Rzeczywistym winnym wzrastających strat ekonomicznych i społecznych w przypadku wylewów rzek jest niekontrolowane zagospodarowywanie obszarów zagrożonych powodzią. W Polsce obwałowano już ¾ obszarów zalewowych nad Odrą i Wisłą, i dopuszcza się do ich zabudowywania mimo że powszechnie wiadomo, że, obwałowania nie gwarantują tym terenom 100% bezpieczeństwa. W krajach rozwiniętych powstrzymanie zabudowy obszarów zalewowych jest podstawową zasadą ochrony przeciwpowodziowej. Natomiast w Polsce, mimo strat powodowanych przez rokroczne powodzie i apeli organizacji pozarządowych takich jak WWF, od lat powiela się te same błędy zagospodarowania przestrzennego."

Wniosek z bobrem można żyć w zgodzie, tylko należy najpierw spojrzeć na własne błędy, zanim rozpocznie się szukanie winnych wśród żeremi i tam.

PS. Polecam książkę dr Andrzeja Czecha o bobrach i fanpage Bobry na FB. To naprawdę fascynujące zwierzaki!

O bobrach i ich zasługach dla środowiska pisał też kilkakrotnie Adam Wajrak. to wszystko wciąż nie dociera do wrogiego bobrom obozu.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZwierzętaEkologia
Skomentuj