O autorze
Paweł Średziński, znany również jako "Bubas" na cześć prawdziwego Bubasa, który mieszka w helskim fokarium i jest samcem foki szarej. Średzińskiego łączy z Bubasem płeć, obły kształt ciała i rosnący wraz z wiekiem brzuch. Pasjonat świata przyrody oraz uważny obserwator wzlotów i upadków Homo sapiens w tym świecie.

Moje miejsce w sieci.

I dlatego #jestemzłosiem

Autor z Alfredem. Połowa lat 90.
Autor z Alfredem. Połowa lat 90. Archiwum autora.
Alfreda poznałem po raz pierwszy na podwórku obok domu doktora Krasińskiego. Przez pierwsze kilka dni miałem przyzwyczaić do siebie Alfreda, nauczyć się jego stosunkowo prostej „obsługi”. A potem zostać, na krótką chwilę, jego "zastępczą matką", o ile to w ogóle możliwe. Tak zaczęła się moja przygoda z łosiem.

O Alfredzie wiedziałem tylko tyle, że został osierocony. Człowiek był kojarzony przez Alfreda wyłącznie z ogromną butlą mleka. Butelka była po spirytusie, a w środku rozrobione mleko w proszku. Do tego dochodziły płatki.



Alfred był łoszakiem, małym łosiem, który trafił do Białowieskiego Parku Narodowego z przeznaczeniem do Rezerwatu Pokazowego. Opowiadali mi pracownicy - ja byłem sezonowym wolontariuszem - że w rezerwacie były już dwa łosie - Pepsi i Cola. Słyszałem opowieść o tym, jak jeden z łosi w czasie bukowiska pokonał ogrodzenie swojego wybiegu, i zagarniał porożem wszystko co znalazł po drodze. Podobno zwiedzający pokazówkę na widok biegnącego łosia pytali, co robić, a obsługa odpowiadała uciekać.

Kiedy po kilku dniach przewieziono Alfreda do Pokazowego, była w nim już wyrośnięta samica o imieniu Adela. Zajmowała wybieg obok Alfredowego. I tak zaczął się mój właściwy czas pracy przy obsłudze zwierząt. Codziennie kilka butelek, rozrabiane mleko, wyprawy po gałęzie malin z liśćmi, które Alfred lubił.

Alfred, widząc mnie, zaczął reagować jęczeniem łosia-małolata. Kojarzyłem się mu z posiłkiem. W przeciwieństwie do Adeli wędrował po wybiegu, również w jego drugiej, rozległej części, którą na ogół otwierano tylko poza godzinami zwiedzania pokazówki. Alfred był traktowany wyjątkowo, i miał swobodę wyboru miejsca, również w ciągu dnia. Trudność sprawiało jego odnalezienie wśród wysokich pokrzyw i traw.

Alfred miał same zalety. Sama słodycz, miękki łosiowy pysk, który zmieniał swój wygląd z wiekiem. Co jakiś czas iskałem go z kleszczy, które obficie obsiadały Alfreda.

Dorastanie Alfreda przebiegało błyskawicznie. Z czasem zaczął okazywać również niezadowolenie. Potrafił strzelić kopytami. Dorastał i znalazł się w trudnej sytuacji. Z jednej strony natura dawała znać o sobie. Z drugiej przyzwyczaił się żyć w warunkach stworzonych przez człowieka. O powrocie do natury nie mogło być raczej mowy.

Wraz z końcem wakacji opuściłem pokazówkę. Alfreda widziałem jeszcze kilka razy. Miłe uczucie "matkować" łosiowi. I to pewnie dlatego tak wielkim uczuciem darzę łosie. Potem były spotkania z łosiami, które żyły na wolności. Jej smaku nie poznał Alfred. Jednak za każdym razem, kiedy widzę łosia, towarzyszy mi to samo miłe poruszenie. Już wkrótce szanse na to, że zobaczę łosie w naturze będą coraz mniejsze. Zacznie się polowanie na łosia.

A zatem sprawa odstrzału łosia wraca. W 2014 roku udało nam się zapobiec zabijaniu tych zwierząt. Teraz wszyscy mówią, że to bardziej niż pewne, i że resort środowiska „wyda swój wyrok” w tej sprawie. Nie rozumiem jak można zabijać te zwierzęta. O tym, dlaczego plan ministra w tej sprawie jest zły, już pisałem. Zabijanie łosi będzie nie tylko ze szkodą dla łosi, ale również tysięcy ludzi, którzy przyjeżdżają specjalnie nad Biebrzę i w inne miejsca, żeby łosia zobaczyć na własne oczy. Teraz to łosie zobaczą uzbrojonych myśliwych, którzy będą strzelać najpierw do podnieconych bukowiskiem samców, a potem również do samic i łoszaków, które zapomniały już o lęku przed człowiekiem. To będzie rzeź, której nie potrafię nazwać inaczej niż szaleństwo rozpętane przez nieodpowiedzialnych ludzi, żądnych wątpliwych doznań, towarzyszących zabijaniu zwierząt.

Podpisz się pod apelem w obronie łosi i dołącz do akcji #jestemzłosiem
Trwa ładowanie komentarzy...