Ile kosztuje przyrodę dobre ujęcie wilka?

Martwy baran wyrzucony na nęcisku w Bieszczadach.
Martwy baran wyrzucony na nęcisku w Bieszczadach. Mons Lupi
Oglądaliście kiedyś zdjęcie wilka z zakrwawionym pyskiem, po skończonym posiłku? A może widzieliście sowę z bliska, która ląduje w dynamiczny sposób? Czy zastanawialiście się kiedyś, jakim kosztem powstają zdjęcia przyrody, które polubiliście w mediach społecznościowych? Niestety, kiedy poznamy kulisy fotografii przyrodniczej, wiele popularnych ujęć może okazać się rezultatem stałego przyzwyczajania zwierząt do pokarmu, celowo wyrzucanego przez fotografa lub właściciela czatowni, która kusi gwarancją „ustrzelenia drapieżników”.

Okazuje się, że w takich miejscach, gdzie powstają fantastyczne ujęcia, zdjęcia nie są efektem wielotygodniowego wyczekiwania, ale wyrzucania mięsa, które ma przyciągnąć wilki. Zanęcanie w ten sposób nie ma nic wspólnego z etyką, która powinna obowiązywać każdego fotografa. Co więcej, osoby, które zajmują się fotografią przyrodniczą, czynią z niej biznesowe przedsięwzięcie. Skoro nęcą, to jest gwarancja, że wilk przyjdzie. A zatem i inni, zaproszeni do czatowni zapłacą za taką możliwość i będą zadowoleni.



Autorzy „niezwykłych” zdjęć wilków tłumaczą się, że tak robią inni. Należy zadać jednak sobie pytanie. Czy wyrzucanie żywych myszy przywiązanych do żyłki i wyrzucanych, po to, aby uchwycić lądującą sowę, nie jest naganne? Nawet jeśli tak robią Finowie? Nęcenie jest bez cienia wątpliwości ingerencją w przyrodę, taką samą jak wyrzucanie mięsa. Nie różni się niczym od łowiectwa, kiedy człowiek nęci zwierzęta wysypanym pokarmem pod amboną. Nęcący wilki fotografowie piszą wprost: „Wykładam, Wykładałem i będę to robił tak ja wszyscy” (pisownia oryginalna). I rzeczywiście problem nie dotyczy tylko Bieszczadów, chociaż tam jest najjaskrawszy.

Takie dokarmianie pod zdjęcie i czatownię, podobnie jak w nęciskach łowieckich, powoduje koncentrację zwierząt w miejscach, które „wybrał” im człowiek. Przyzwyczaja do bliskości i obecności człowieka, stworzonej przez niego infrastruktury. Skutkuje zmniejszeniem bezpiecznego dystansu, który powinien dzielić zwierzęta i ludzi. Zmniejsza naturalny lęk, co w przyszłości ułatwi zadanie kłusownikom. Sprzyja również rozprzestrzenianiu się chorób wśród odwiedzających takie miejsce dzikich zwierząt.

Dokarmianie w czatowniach przyzwyczaja wilki do korzystania z padliny gospodarczej, co może zachęcać do ataków na żywe zwierzęta hodowlane w przyszłości. Tym bardziej, że nie jest rzadkością wyrzucanie na przykład martwych baranów. Czy padlina z rzeźni nie powinna być zutylizowana w specjalnych miejscach, a nie porzucana na przygotowanej do robienia zdjęć polance? Co więcej podawanie takiego mięsa z hodowli, w którym znajdują się różne chemikalia, może mieć negatywny wpływ na kondycję drapieżników. Wyrzucanie pokarmu powoduje jednocześnie zaburzenia rytmu aktywności, na przykład u niedźwiedzi, które poruszają się wokół nęciska, co jest obrazkiem bardzo znanym, również z miejsc dokarmiania przez leśników i myśliwych. Młode osobniki, które nauczą się pobierania pokarmu w takich miejscach, stają się bardziej ośmielone. Nie dziwmy się zatem, że coraz częściej niedźwiedzie pojawiają się na drogach publicznych zimą, stając się sensacją. Podobnie jest z zaburzeniami zimowego odpoczynku u niedźwiedzi. A brak lęku, tak u niedźwiedzi, jak i wilków, sprawi, że w prasie pojawią się kolejne artykuły o „groźnych zwierzętach” i głosy za ich odstrzałem.

Oczywiście do wszystkiego można dorobić ideologię i bronić czatowni, stałego nęcenia. Przedstawiać te nieetyczne działania jako „przejaw troski o zwierzęta”. Fotografowie stosujący takie praktyki, powiedzą, że ratują między innymi wilki zmagające się ze świerzbowcem – pytanie na ile mają prawo ingerować w naturę! Twierdzą, że są najlepszymi wilczarzami, a naukowców, którzy podnoszą problem nęcenia przy czatowniach odsądzają od czci i wiary, zarzucając im „radykalizm”. Dodają, że znają się na przyrodzie lepiej niż reszta świata, która mówi im – nie róbcie tego i nie zanęcajcie. Proceder przybiera na sile. A media społecznościowe czekają na kolejne, „mocne” ujęcia.

Dlatego im częściej widzę świetne ujęcie dzikich zwierząt, podchodzę coraz bardziej krytycznie do tego, co jest na zdjęciu. I zadaję sobie pytanie, czy przyroda ma płacić tak wysoką cenę i jakim prawem dochodzi do takich sytuacji? Nęcenie i zanęcane stale polanki z czatowniami nie powinny być sposobem na robienie zdjęć dzikich zwierząt. Każdego kto wypowiada takie opinie, zwolennicy wabienia zaliczą w poczet „radykałów” i tych co się nie znają, bo monopol na wiedzę, dotyczy tylko tych, co czatownie mają i w nich wyrzucając w sposób nienaturalny mięso lub inny pokarm, uczą się poznawać podobno „naturalne” zachowania wilków. Jednak z naturalnością nie ma takie zdjęcie i działalność nic wspólnego. To atelier przyszykowane przez człowieka, gdzie wilk nie poluje, tylko sięga po wyrzuconą padlinę.

Dlatego jeśli kupujesz lub udostępniasz zdjęcia wilka, niedźwiedzia, puszczyka uralskiego, sowy jarzębatej i innych dzikich zwierząt, dowiedz się wcześniej, jak to zdjęcie powstało.

Trwa ładowanie komentarzy...